Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pitbull. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pitbull. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 stycznia 2020

SOCJALIZACJA CZY KWARANTANNA

Dawno mnie tu nie było. Od razu śpieszę z informacją, że nadal żyjemy. Oboje. Nasz pies "morderca" jeszcze nie wyrósł, więc na razie nie ma na nas smaka ;) (taka mała ironia, którą zrozumieją tylko osoby czytające post  Absurdy i "złote rady" - historie z życia wzięte)Mnóstwo zawirowań podczas ostatnich miesięcy sprawiło, że musiałam zrezygnować chwilowo z prowadzenia bloga, ale jak to mówią nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pomysłów na posty mam tyle, że bez problemu nadrobię stracony czas.  

Dzisiaj poruszymy jeden z ważniejszych tematów dotyczących posiadania szczeniaka. Tę decyzję musicie podjąć zanim weźmiecie psa w posiadanie, ponieważ mimo iż kwarantanna wydaje się trwać wieczność to socjalizacja umknie Wam nawet nie wiadomo kiedy. Zanim się obejrzycie będzie już mówiąc kolokwialnie po ptokach. 

W tym poście dowiedzie się: 

CO TO JEST SOCJALIZACJA?
CO TO JEST KWARANTANNA?
NA CO SIĘ ZDECYDOWALIŚMY? 
CZY TERAZ POSTĄPILIBYŚMY TAK SAMO?



CO TO JEST SOCJALIZACJA


Są dwa etapy socjalizacji. Jeden trwa w momencie kiedy szczeniak spędza czas ze swoją mamą i rodzeństwem. Drugi w momencie kiedy pojawia się w naszym domu i zaczyna obcować z człowiekiem, opiekunem i otaczającym go światem. O ile na pierwszy etap socjalizacji nie mamy zwykle w ogóle wpływu, o tyle na szczęście w drugim wszystko od nas zależy czy pokażemy dla naszego psiaka, że świat wcale nie jest straszny i nie ma czego się bać. Należy też wiedzieć, że pierwszy etap socjalizacji szczeniaka nie może skończyć się wcześniej niż do 7-8 tygodnia życia (tu źródła podają bardzo różne informacje, według niektórych 7 tygodni to za krótko) nasza Tori została zabrana od matki właśnie w wieku 7 tygodni. Mając nadzieję,  że szczeniak odpowiednio przeszedł etap pierwszy, w etapie drugim staramy się z całych sił, aby szczeniak kojarzył nas w domu pozytywnie. W pierwsze dni w nowym miejscu nie podnośmy na malca głosu, nie używajmy kar cielesnych. Owszem nie można psiakowi na wszystko pozwalać, ale są na to inne sposoby niż agresja. Psiak musi poznać wszystkie pomieszczenia, w których będzie mógł przebywać też jako dorosły pies. Najlepiej żeby robił to sam, zbierając się powolutku na odwagę, żeby zajrzeć w każdy kąt. Jeden szczeniak zrobi to szybciej, drugi będzie się ociągał. Możemy pokazać psiakowi zabawki, ale też nie nachalnie. Niech wszystko dzieje się powoli, małymi kroczkami. Niech szczeniak nie czuje się osaczony. Z reguły jesteśmy tak zauroczeni malcem, że chcemy poświęcić mu jak najwięcej uwagi, a  później jak się nauczy sam o nią nachalnie zabiegać to już nam się to nie podoba. Do 12 tygodnia życia psiak musi skojarzyć jak najwięcej pozytywnych bodźców, ponieważ właśnie wtedy przechodzi najważniejszy etap w swoim życiu, który ukształtuje go na przyszłość. Ponieważ w ciągu tych tygodni szczenie uczy się odporności na stres i radzenia sobie z nim. Nabywa umiejętności jak radzić sobie z lękiem. Tak, więc w tym momencie rolą właściciela jest pokazać psiakowi mnóstwo miejsc, ludzi, innych psów, sytuacji, które skojarzą się wyłącznie pozytywnie i tutaj UWAGA ! jeżeli spotkanie z psem okaże się nie być pozytywne psu może pozostać uraz do końca życia ! Sytuacji, w które możemy, a nawet musimy wprowadzić psiaka jest mnóstwo, a mianowicie:
- spacery obok ruchliwej ulicy i przystanku zapełnionego ludźmi
- zaproszenie do siebie sporej ilości ludzi oczywiście pozytywnie do psiaka nastawionych
- kontakt z dziećmi
-przejście się obok kogoś kto kosi trawę, obok jadącego traktoru lub innej maszyny wydającej "dziwny" i głośny dla psa dźwięk
- spotkanie z pozytywnie nastawionymi psami 
- wizyta u weterynarza, którą psiak skojarzy pozytywnie
- przejażdżka autobusem
- przejażdżka samochodem
Tu uczulam na to, że w socjalizacji nie chodzi o to, aby psa wprowadzić w daną sytuację tylko i wyłącznie, tu chodzi przede wszystkim o to, aby skojarzyć ją pozytywnie. Ludzie są fajni, więc nie należy się ich bać, gryźć, ani reagować agresją na machnięcie ręką. Pieski są spoko, można się z nimi pobawić, popodgryzać, poturlać, nie należy ich kojarzyć z czymś, co jest dla nas zagrożeniem. Weterynarz to fajny pan, który zawsze da mi jakiegoś fajnego smaka, a wiadomo, że z cudzej ręki lepiej smakuje. Pan, który kosi trawę i jeździ na tej dziwnej warczącej maszynie nie napuści jej na mnie, żeby skosiła moje łapki i tak dalej i tak dalej :) Próbuję wytłumaczyć bardzo łopatologicznie temat, ponieważ nie znając się na psiej psychice możecie opatrznie zrozumieć temat, a pamiętajcie, że etap socjalizacji jest jeden. To czas bezpowrotny. Od nas jedynie zależy czy przygotujemy psiaka na to żeby czuł się dobrze w każdej sytuacji. Bo jeśli on się będzie czuł dobrze to właściciel tym bardziej. Nie ma nic lepszego niż możliwość obcowania z psiakiem i zabierania go ze sobą wszędzie. Natomiast nie ma nic gorszego niż zostawianie psa samego na długie godziny w domu, bo nie można go nigdzie ze sobą zabrać. Nie zapominając o męczarni, jaką jest dla psa bycie wciąż zestresowanym z każdego powodu. 

CO TO JEST KWARANTANNA


Kwarantanna jest to okres ochronny dla psów w momencie kiedy mają najniższą odporność. Trwa ona wtedy, kiedy szczepimy szczeniaka i kończy się (według mojego weterynarza) po 7 dniach od ostatniego szczepienia. Są też opinie, że po 14. Psiak dostaje małą dawkę choroby do organizmu i w tym momencie jest najbardziej podatny na wirusy i choroby. Należy wiedzieć, że wirusy przenoszą się przez odchody, mocz, ślinę, ale także możemy je przynieść na butach, czy nawet na ubraniach mając przypadkowy kontakt z zarażonym psem. Na podwórku szczenie jest jednak najbardziej narażone. U nas szczepienia zakończyły się na tydzień ul około dwa tygodnie przed ukończeniem czasu socjalizacji. Już dokładnie nie pamiętam. Wiem tylko jedno - czasu na socjalizację było bardzo, bardzo niewiele.


JAK TO U NAS WYGLĄDAŁO - NA CO SIĘ ZDECYDOWALIŚMY ?


U nas było tak, że psiak nie przeszedł w 100% takiej kwarantanny jak powinien. I już spieszę z wytłumaczeniem dlaczego. Po pierwsze zależało mi na tym, żebym mogła zabierać swojego psa wszędzie, gdzie tylko się da. Po drugie kiedy zobaczyłam Tori pierwszy raz - zauważyłam, że jest charakternym psiakiem. Sytuacja wyglądała tak, że podczas wizyty i zapoznania z psiakami widziałam jak podeszła do niej suczka, zaczepiła ją delikatnie, a Tori odwróciła się, złapała sunie za kark i szybko sprowadziła siostrę do pionu. Suczka z piskiem odwróciła się i uciekła, a Tori dalej niewzruszona węszyła sobie w trawie... Tak więc stwierdziłam, że może być psem dominującym i mogą być z nią problemy w kontaktach z innymi psami, a tego bardzo nie chciałam. Nie każdy APBT lubi inne psy. Powinniśmy wiedzieć, że to one były hodowane do walk, a nie Amstaffy. No więc jak wcześniej wspomniałam to mi "siadło" na głowę i stwierdziłam, że stawiam na socjalizacje z psami. Z obawy, że kiedy będzie warzyć 40 kg i przestanie być słodkim szczeniaczkiem, którego zawsze można wziąć pod pachę i zabrać do domu w podbramkowej sytuacji, może nie być już tak kolorowo. Oczywiście wiem, że mogły siedzieć w mojej głowie jakieś stereotypy, nie jestem hodowcą, nie umiem ocenić po szczeniaku jaki ma temperament, ale co do temperamentu Tori widząc ją dziś - nie myliłam się. Oczywiście nie chodzi o psy tylko o fakt, że jest to suka charakterna i "pyskata". Biorąc ją do domu wiedzieliśmy, że miała już za sobą pierwsze szczepienia i aktualnie jest już w okresie kwarantanny. Po kolejnym ( 2 już szczepieniu ) nie wychodziła z domu nawet na rękach, ponieważ lał tak siarczysty deszcz, że obawiałam się o jej zdrowie. Później jak już pogoda się trochę polepszyła zabrałam ją na przejażdżkę samochodem. Innego dnia wyszłam z nią na krótki spacer na rękach, ale bardzo mocno się trzęsła. Od początku branie na ręce ją stresowało i tak zostało do dzisiaj. Po prostu tego nie lubi, a może była za często podnoszona wcześniej. Tego się nie dowiem. Przed ostatnią szczepionką kilka razy była już na 10 minut na podwórku i umawialiśmy się ze znajomymi z osiedla którzy maja psy - na zapoznanie. Oczywiście dowiadywaliśmy się wcześniej czy dany psiak lubi szczeniaki i czy jest zdrowy. Pamiętam, że byłam tak zestresowana okresem kwarantanny i tym, czy psiakowi się nic nie stanie przez mój upór dotyczący socjalizacji, że nie mogłam spać po nocach. Marzyłam tylko o tym żeby ten czas szczepień jak najszybciej się skończył. Najważniejsze były dla mnie kontakty z psami i ludźmi. W domu puszczałam jej z telefonu lub komputera różne dziwne odgłosy, a resztę nadrabialiśmy już po skończonej kwarantannie. Minusem okresu szczepień też jest to, że psiak od początku załatwia nam się w domu, a później już nie uczymy psa załatwiać się na spacerze tylko oduczamy załatwiania w domu. A wiadomo, że uczenie jest o wiele łatwiejsze niż oduczanie. Tak więc przeszliśmy kwarantanne, ale na pewno nie książkowo. I nie żałuję ponieważ Tori nie boi się niczego. Wszytko ją ciekawi aż nadto. Wszędzie wepchnie swój "zapyziały" nochal i chociaż bywa to uciążliwie czasami to zdecydowanie bardziej wolę psiaka takiego, niż by miał mi się bać i uciekać w rożnych niepożądanych sytuacjach.

CZY NASTĘPNYM RAZEM ZDECYDOWAŁABYM SIĘ CAŁKOWICIE ODPUŚCIĆ OKRES KWARANTANNY?


Wiecie co ? nie, jeżeli bym brała psa w tym samym okresie co Tori czyli na jesień lub zimę. Tak, jeżeli byłoby to lato lub wiosna, ale też nie szarżowałabym nie wiadomo jak tylko krótkie 5 minutowe wyjścia na siku i kupę żeby psa szybciej nauczyć toalety na podwórku. Dlaczego? A to dlatego, że po szczepieniach chyba jakiś miesiąc czy półtorej Tori zachorowała mocno na gardło. Weterynarz stwierdził kaszel kennelowy, na który nomen omen była zaszczepiona..  Wydaliśmy w 2 tygodnie ok 200 zl na leczenie, zastrzyki, tabletki na odporność i syropki. Panował  u nas wirus w  Białymstoku. Mnóstwo psów chorowało, u niektórych tak, jak u Tori objawiało się to kaszlem. U innych wymiotami i biegunką z krwią. Najgorzej wirus przechodziły starsze psiaki. Mojej koleżanki suczka musiała być niesiona do weterynarza na rękach, bo nie mogła iść o własnych siłach. Weterynarz stwierdził tylko że " to normalne o tej porze roku". Narzuciło się tylko jedno pytanie. Jeżeli to normalne to po co były te szczepienia ? ;) Z drugiej strony nas też szczepią, a mimo wszystko chorujemy. Tak, więc z obawy o zdrowie szczeniaka nie zrezygnowałabym całkowicie z kwarantanny w  okresie jesiennym. Tori doszła do siebie w 3 tygodnie, była po szczepieniach, mimo to potrzebowała zastrzyków i lekarstw. Nie wiem, co by się stało gdyby szczeniak zachorował w trakcie szczepień. 

środa, 13 listopada 2019

Absurdy i "złote rady" - historie z życia wzięte

Pamiętam jak przed zakupem APBT ostrzegałam Piotrka żeby się przygotował na to, że na pewno z każdej strony będziemy słuchali porad "znawców" rasy, ostrzeżeń, zapytań dlaczego zdecydowaliśmy się na tak groźnego psa. Przygotowywałam go również na to, że często będziemy dyskryminowani z powodu posiadania psa "mordercy". Mimo, że byłam na to przygotowana i w pewnym stopniu pogodzona z tym stanem rzeczy nie zmienia to faktu, że często najprościej w świecie mnie to irytuje. Podejrzewam, że nie tylko w przypadku tej rasy właściciele spotykają się z "doradcami" - jak żyć, jak szkolić, jak spacerować. Mnie to spotkało pierwszy raz. Mimo, że miałam dość nieposłusznego i niesfornego na spacerach Spaniela, nigdy nie spotkałam się z takimi nieprzyjemnościami jak w przypadku Tori.   


 "Złote rady"

Pewnego spaceru spotkaliśmy mężczyznę, który zaczepił nas i zalał falą epitetów typu: " o Boże jaki piękny piesek", "o Boże jaka ona słodka", "miałem taką samą, za parę miesięcy już nie będzie taka słodka". Przywitał się z psem i skierował w naszym kierunku radę, wręcz brzmiącą jak polecenie: "idźcie z nią do pana .... on robi zajebistą robotę z psami ! bo jak zacznie was gryźć to wtedy zobaczycie". Odpowiadam na to ze spokojem (wtedy jeszcze cechowała mnie większa cierpliwość, ponieważ to były dopiero początki "złotych rad"), "ona jest malutka to normalne, że gryzie". Na to Pan wyraźnie przejęty naszym losem na odchodne jeszcze raz krzyknął: "idźcie do Krzyśka, bo zobaczycie co to dopiero będzie jak wyrośnie, skoro ona już Was gryzie może być za późno! ". Dla dociekliwych ciekawostka: Tori miała 2 miesiące kiedy okazało się, że już jest za późno na jakiekolwiek szkolenie.  Oczywiście skwitowałam to spotkanie soczystym komentarzem w kierunku mojego Piotrka i jeszcze z żartem stwierdziłam, że chyba czas założyć notatnik ze "złotymi poradami" przechodniów.


Tori nie skończyła jeszcze kwarantanny, ale zabieramy ją na chwilkę na podwórko żeby zobaczyła trochę świata.. podchodzą do nas ludzie z przygotowanymi jak zawsze uroczymi i słodko powtarzającymi się za każdym razem, opakowanymi w pięknie i uśmiechnięte buzie komplementami typu:  "o jaki słodki szczeniak...." wiecie już na pewno o jakie mi chodzi :) i nagle eureka ... ten pies jest łudząco podobny do ... "yyy przepraszam czy to mały Pit Bull?". Odpowiadam "tak, Amerykański", bo wiem, że dla niektórych Pit Bull to Pit Bull, więc staram się uświadamiać różnicę, na co słyszę " o Boże niech ona nie rośnie ! to będzie agresywny pies!". Mój wyraz twarzy musi mówić wszystko, ale wyciągam ze swoich strun najmilsze tony jakie mam w zasobach (gdyż wiem, że z mego uśmiechu wyjdzie tylko co najwyżej grymas) i pytam: "ale dlaczego ma być agresywna?". W odpowiedzi dostaje najczęściej ciszę, ponieważ ludzie nawet nie umieją uargumentować swojej tezy i poprzeć jej jakimiś konkretnymi faktami. Zawracam się wtedy najczęściej i dla ujścia swoich emocji pozwalam sobie wtedy na krótki wywiad z Tori kogo zje najpierw. Piotrka, czy mnie, a może nie zje nas od razu tylko po troszku zacznie od stóp, a może rąk ... na tym skończę.


Tori przeszła kwarantannę. Nareszcie możemy uczyć psa czystości. Idzie nam różnie, raz lepiej, raz gorzej. Z 7-8 kup dziennie sprzątamy 2 do 3 lub nawet żadnej, więc to jest jakiś sukces jak na pierwszy tydzień ... o nie nie to nie jest żaden sukces. Piotrek szybko zostaje ściągnięty na ziemie na spacerze. "Jak to szczeniak 2,5 miesiąca jeszcze Wam robi kupę w domu ? Wsadź nos w odchody, skrzycz to przestanie albo daj klapsa". I coraz bardziej rozpowszechniający się tekst niczym biedronki azjatyckie: "nie możesz sobie pozwalać" ... Stara metoda jak świat, której nie polecam. Może powodować tylko i wyłącznie szkody, żadnego pożytku.


Dowiaduje się od Piotrka, że coraz więcej osób martwi się naszym losem. Co z nami będzie, czy przeżyjemy, jak poradzimy sobie sami ze szkoleniem psa "mordercy". Pewnego dnia Pan dowiedział się, że Tori zaczęła jeść na podwórku kamienie i inne niepożądane rzeczy, a po dwóch dniach pyta czy już udało się psa tego oduczyć. Nie udało się ? oooo nie uwaga, zbliża się mój ulubiony tekst, dostaje skrzydeł i zadomawia się już w mojej głowie ... "nie możecie sobie na to pozwalać, żeby pies Was nie słuchał, żeby pies Wam wszedł na głowę...". Ostatnio nawet mi się śniło, że Tori mi weszła na głowę... Chyba tak często to słyszę, że zaczynam o tym śnić. Ale wróćmy już do meritum. Tak więc Pan tym razem w obawie nie tylko o nasze głowy ( nie jest łatwo na niej unieść 30 kg żywego, ruchliwego psa)... ale również w obawie o Tori zdrowie dał Piotrkowi cenną radę "uderz ją w pysk jak będzie coś brała do buzi, niech wie, że źle robi - o tak..." i w tym samym momencie uderzył swojego psa w pysk, w roli pokazowej mimo, że pies niczego złego nie zrobił, ale został poświęcony w dobrej wierze dla prezentacji, że to nic złego. Już widzę jak Tori wypluwa kamień, bo uderzyłam ją właśnie w pysk, żeby pokazać jej, że źle robi. 

Absurdalne zachowania ludzi wobec obcych psów

Odkąd zaczęliśmy wychodzić z psem regularnie na spacer, nie tylko uczymy ją czystości, ale również utrwalamy komendy, których nauczyła się w domu. Takie jak reagowanie na imię, "chodź do mnie", "waruj", "siad", "daj łapę". Ze względu na zjadanie śmieci i kamieni trochę wcześniej niż planowałam zaczęłam ją uczyć komendy "zostaw", co miałam nadzieję również przyda nam się w przypadku kiedy zaczepia ludzi. Niestety każda porażka wzmacnia zachowania niepożądane i w szkoleniu musimy wracać do punktu wyjścia. Jeżeli chodzi o zostawianie w spokoju ludzi na pewno poszło by nam łatwiej gdyby nie ludzie. Przytoczę w tym momencie kolejną sytuację. Wracamy z Piotrkiem już ze spaceru. Jesteśmy kilka kroków od klatki. Psa prowadzę ja. Zatrzymałam się na chwilę na trawie i czegoś szukałam w kieszeniach, czy w torebce. W tym samym momencie Tori zauważyła dwie panie idące chodnikiem i jak to ma zwykle w zwyczaju siada oczekując na moment kiedy będzie mogła podbiec. Tak, więc jako że ręce miałam zajęte i nie mogłam szybko zareagować by skrócić jej smycz, przydeptałam ją w porę i wydałam komendę "zostaw". Panie widziały i słyszały moją reakcję, która była jednoznaczna z tym, że nie życzę sobie podchodzenia do psa. Jak się domyślacie  jedna z Pań weszła na tę trawę i zaczęła głaskać Tori. Na co druga Pani zwraca jej uwagę mówiąc, że powinna najpierw spytać właścicieli  czy może podejść do psa. Urocza Pani stwierdziła, że "jeżeli piesek się sam łasi to znaczy, że może podejść".    


Do napisania tego posta zmusiła mnie sytuacja, która nie daje mi spokoju do dzisiaj. Coś tak absurdalnego, że nie mieści się w głowie. Wczoraj wieczorem staliśmy z dwójką znajomych z osiedla. Jeden z nich bawił się z Tori w sposób, który zauważyłam bardzo często jest praktykowany wśród ludzi czyli zaczepianie pyska rękoma. Coś, co od razu podjudza szczeniaka do gryzienia. Tak, więc Tori zachęcona zabawą zaczęła tej osobie gryźć ręce. Wytłumaczyłam, że dzieje się tak dlatego, że przed chwilą sam ją do tego zachęcił. Dodam, że Tori nie gryzła mnie, Piotrka ani drugiego kolegi. Raz, drugi, trzeci wyciągnął do niej ręce i reakcja za każdym razem była taka sama. Pokazał jej, że może gryźć jego ręce tak, więc Tori skorzystała na tym. W pewnym momencie dał jej klapsa i uderzył ją w pysk. Nie było to mocno, ale ostro zwróciłam mu uwagę, że nie ma prawa tak się zachowywać wobec mego psa. Zrobił to drugi raz twierdząc, że pies ma słuchać właściciela i nie może nam wejść na głowę. Od razu zabrałam od niego psa, odeszłam w innym kierunku i zaczął się wywód: "miałaś kiedyś psa? aha miałaś, jakoś nie widać, bo w ogóle się na psach nie znasz. Zobacz nawet Cię nie słucha". Owszem zaczęła kopać w piachu i nie posłuchała mnie jak powiedziałam "chodź", ale to nie ma nic do rzeczy. Zostałam w tym momencie zwyzywana tylko dlatego, że stanęłam w obronie swojego psa i twardo dałam do zrozumienia kto jest jej właścicielem i gdzie jest miejsce tego człowieka. Tori całe szczęście nie zwróciła uwagi na tego klapsa, uderzenie w pysk sprawiło chyba, że ugryzła go nawet mocniej, nie pamiętam. Nie ukrywam, że byłam bardzo mocno zdenerwowana całym tym zajściem i trzyma mnie to do dzisiaj. Nie rozumiem takiego zachowania ludzi, którzy wyciągają ręce do tego, co nie jest ich.


Jestem świadoma, że to nie koniec nie miłych sytuacji. Historia się pewnie zacznie kiedy Tori już będzie większa tylko wtedy dla odmiany będziemy słyszeć na każdym kroku "proszę zabrać tego groźnego psa"... mimo, że teraz sami ją zachęcają do podchodzenia, bo jest szczeniakiem. Tak wiem, potrzebuje uzbroić się w więcej cierpliwości :) miałam ją dopóki nie zdarzyła się sytuacja z wczoraj. Wiedziałam, że ta rasa budzi skrajne emocje, ale nigdy nie pozwolę na to by ktokolwiek robił krzywdę mojemu psu. Szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać kiedy mała urośnie i będzie budziła respekt. Przede wszystkim dlatego, że w końcu ludzie na spacerach dadzą mi w spokoju szkolić mego psa. 

Żeby nie skupiać się tylko na tym, co negatywne spotykamy również mnóstwo bardzo kulturalnych ludzi, którzy pytają czy mogą podejść, pogłaskać, czy mogą podejść z psem lub z dzieckiem. Zwykle są to ludzie, którzy znają się na psiakach i można z nimi inteligentnie porozmawiać na temat czworonogów. Z którymi można miło się pożegnać, życzyć sobie dobrego dnia i pójść w swoją stronę. 

Ja również życzę Wam miłego dnia :) a właścicielom psiaków dużo, dużo cierpliwości nie tylko do swoich czworonogów, ale przede wszystkim do ludzi, którzy zawsze wiedzą jak doradzić i co zrobić żeby żyło nam się lepiej ;) 





Pozdrawiamy ciepło z Toriśką, która jak zawsze kiedy piszę posta słodko się wyleguje na rozwalonym łóżku, bo przecież najprzyjemniej jest wtedy, kiedy jest bałagan i nieład w koło :)



 

poniedziałek, 14 października 2019

Tori jest już z nami 2 tygodnie!

Jak ten czas szybko leci... niedawno mieliśmy w domu małą, nieśmiałą kuleczkę, a dziś mijają już 2 tygodnie od przybycia Tori do naszego domu. I już prawie zapomnieliśmy, że była takim słodkim, grzecznym malcem.


DRUGI DZIEŃ - JAK TE PSY SZYBKO ROSNĄ, JUŻ NIE JEST TAKA MALUTKA :)

Pomimo paru drobnych problemów pies zaskoczył nas niesamowicie pozytywnie. Pierwszego dnia przywieźliśmy ją po południu. Weszła do domu bardzo nieśmiało, pobiegła od razu pod balkon i zaczęła skomleć. Chwilę później zachęciłam ją do zabawy, pozwoliłam obwąchać jej całe mieszkanie, ale na początku i tak pokochała tylko salon :) był dla niej toaletą, bawialnią i sypialnią. I my jakoś wyjątkowo polubiliśmy przebywać w salonie przez te pierwsze dni ;) W dzień nie chcieliśmy jej zmuszać do spania na legowisku, ale wieczorem kiedy oboje kładliśmy się spać zawołaliśmy suczkę i pokazaliśmy jej posłanie. Całe szczęście długo nie musieliśmy jej przekonywać. Na drugi dzień już sama wiedziała gdzie ma iść. Staramy się nie robić nic na siłę, zachęcać ją wołaniem. Tak jak w przypadku legowiska na nic by się zdało położenie jej tam przeze mnie lub przez Piotrka, bo pies zupełnie by nie zrozumiał o co nam chodzi, albo mógłby się nawet wystraszyć.




 TAK SŁODKO SOBIE ŚPIĘ 

W nocy obudziła mnie tylko dwa razy o 3 i o 6. Nie skomlała, nie prosiła aby wejść na łóżko jakoś specjalnie natarczywie. Kiedy widziała, że nie reagujemy i nie może wejść do nas, szybko rezygnowała i szła do siebie na legowisko. Natomiast Piotrek był tak przejęty przybyciem szczeniaka, że sam nie spał całą noc i mówił, że często się budziła, szła do kuchni i z powrotem do spania. Także mimo iż byłam przygotowana na nocne skomlenie i pobudki nic takiego się nie stało. Tori pięknie zniosła rozłąkę z matką i z rodzeństwem. W ciągu pierwszych kilku dni coraz śmielej zaglądała do każdego pomieszczenia w mieszkaniu i coraz chętniej opuszczała już salon. A dziś chyba czuje się świetnie, a na pewno szczęśliwie, bo gdzie się nie znajdzie zawsze ma co gryźć. Gdyby pozostała jednak w tym salonie to za dużo szczęścia by ją ominęło ;) 

Bardzo dużo rzeczy pochowaliśmy, ale okazało się, że Tori włoży do pyska wszystko. Dosłownie wszystko to, co Wam nawet nie przyjdzie do głowy. Taka jest natura pieska i trzeba się z tym pogodzić, a to co najcenniejsze i to co możliwe schować na długie tygodnie zanim psiak wyrośnie z gryzienia. Pisząc wyrośnie robię to celowo, ponieważ możemy oduczyć gryzienia w pewnym stopniu, ale nie oduczymy psa całkowicie nie gryźć, ponieważ leży to w jego naturze. Całkiem pocieszające jest to, że Tori raczej nie ma popędów niszczarki, bardziej podgryza coś niż gryzie w celu całkowitego zniszczenia. Tak jest w przypadku mebli, dywanów, podłogi, szuflad, łóżka, ukradzionych skarpetek, ściągniętego koca z łóżka, ściągniętej bluzy z fotela itd. Tori jeszcze nie zostawała na dłużej niż 15 minut sama w domu, więc jak na razie nie mamy zbyt wielkich strat. No może oprócz Piotrka klapków, ale jak sam stwierdził "da się jeszcze nosić", tak więc potraktujmy to jako nieznaczącą stratę. Do butów i kapci ma szczególną słabość. Ale ja tam się cieszę, w końcu nie zaczepiam się o rzędy butów w przedpokoju. Także jest super :)

Tori jest bardzo mądrym psem, umie już siad, reaguje na imię, przychodzi kiedy mówię komendę "chodź do mnie", czeka grzecznie na miskę, nie podjada i nie połyka niepożądanych rzeczy. Pięknie bawi się w zabawy węchowe po których mam sporo sprzątania, ale radość z oglądania jak znajduje smaki w gazecie rekompensuje mi to całkowicie. Nie ciągnie na smyczy, nie szarpie, chętnie bawi się w "chowanego" na podwórku. Przyznam też, że od czasu do czasu bierzemy ją na łóżko, ale w momencie kiedy piszczy i sama prosi nie wnosimy jej. Tori szybko odpuszcza nie jest upartym psem i to mnie bardzo cieszy. Świetnie też zachowuje się na podwórku, ale niestety na razie nie jest nauczona czystości ze względu na kwarantannę, o której jeszcze na pewno napiszę posta. 

 
 AHH JAK TU MIŁO I PRZYTULNIE


Najbardziej aktywna jest rano i do godziny 15, później psiak się wycisza i większość dnia przesypia. Pozwalamy jej bawić się samej, żeby była niezależna, ale dbamy na co dzień żeby była do nas mimo wszystko przywiązana. Widać po niej, że świetnie się u nas zaaklimatyzowała, akceptuje nas i dobrze się z nami czuje, ale jak to mówią nigdy nie ma w życiu kolorowo. Tak, więc koniec tego słodzenia. Nadchodzi moment kiedy muszę się trochę pożalić. Tori mimo tego, że jak na szczeniaka nie sprawia zbyt wielu problemów wychowawczych postanowiła uwziąć się na moje stopy. Na nic komendy "zostaw", "nie", "nie wolno". Piotrka słucha w tej kwestii. Wystarczy, że raz, maksymalnie dwa razy powie jej, że nie można i rezygnuje. Natomiast moje stopy tak sobie umiłowała, że często w spokoju rano nie mogę przejść z pomieszczenia do pomieszczenia, ponieważ następuje atak. Izolacja nic nie daje, bo biegnie za tymi stopami i boleśnie gryzie. Jak to szczeniak. Tak, jak już pisałam w poście "pierwsze starcie z gryzieniem" zmieniłam kapcie, ale to pomogło nam tylko na kilka dni. Na razie nie mam pomysłu jak wyeliminować ten problem i co rano przeżywam frustrację... Co dziwne są dni kiedy odpuszcza, ale są też takie, że im bardziej jej zabraniam tym bardziej się "rozkręca". Najgorsze jest to, że ząbki są tak ostre, że nie mogę przeczekać aż zostawi stopy i nagradzać ją kiedy przestanie, ponieważ często tak boli, że reaguje prawie od razu. Próbuję ją też przekierować na zabawkę, ale nie zawsze ją mam pod ręką. Także w tym wypadku mam dość ciężki orzech do zgryzienia, ale nie odpuszczę i w końcu wymyślę na tą wredotę jakiś sposób. Jak na razie pozostaje mi patrzeć jak słucha Piotrka w tej kwestii i zazdrościć mu nie naruszonych stóp i spokojnego poruszania się z rana po domu. Późnym popołudniem już odpuszcza i słucha się na tyle, że znowu jej wybaczam aż do następnego poranka... 


SWOJĄ DROGĄ... WIDZIELIŚCIE KIEDYŚ PSA PRIMA BALERINĘ ? ;) 


Pozdrawiam ciepło, Klaudia.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka